iWoman.pl iWoman.pl

przejdź do listy blogów przejdź do serwisu

LogowanieRejestracja

Życia na wsi też trzeba się uczyć.

Od dziesięciu lat mieszkam na wsi, wprawdzie na granicy z dużym miastem, ale na wsi.

Nigdy nie brakowało mi miejskiego klimatu. Codziennie w nim tkwiłam i tkwię przez pięć dni kazdego tygodnia przez 8 godzin dziennie.

Ale wieś ma swój specyficzny klimat. Ludzie żyją tu inaczej.

Od niedzieli do niedzieli, kiedy to pod kościołem pół godziny wcześniej wymieniają wszystkie wiadomości, a kto chory, a jak żniwa, a kto ma jakieś kłopoty, a jak pomóc komuś, kto tej pomocy potrzebuje.

Dziwiło mnie to zawsze, ale dzisiaj zrozumiałam, że to najlepszy sposób na kontakty międzyludzkie w tej społeczności. W mieście nie wiedziałam dobrze kto mnieszka w bloku, czasem w klatce, byłam prawie anonimowa.

Tutaj tak się nie da. Początkowo zachłysnęłam się świeżym mlekiem od jedynej krowy w okolicy, dzisiaj już wolę mleko z wydłużonym terminem ważności, bo nie martwię się co z nim zrobić jak nie zużyłam, a następna porcja czeka na płocie w specjalnie zawieszonej skrzyneczce.

Wieś z takiej bardzo zamkniętej poprzez napływ innych ludzi, którzy szukajac działek w pobliżu miasta wybudowali się - przeobraziła sie w wieś bardziej nowoczesną.

Ludzie napływowi to najczęściej ludzie biznesu, których stać było na budowę domu. I oni właśnie pokazywali delikatnie wchodząc w życie tej wsi jak wygląda normalność.

Zorganzowali wspólnie remont zabytkowej świątyni, remont świetlicy wiejskiej, zadbali o wypełnienie czasu ludzi starszych i młodych.

 Świetlica to miejsce, gdzie trzy razy w tygodniu młode kobiety i nieco starsze ćwiczą areobik. Starsze panie wyrwane z domowych zajęć chodzą z kijkami. 

Gmina przy pomocy środków własnych i z unii zafundowała nam piękną ulicę z normalnymi chodnikami i trasą rowerową.

No właśnie. Ludzie wsiadają na rowery i przemierzają kilometry. I o to chodzi - ma być normalnie.

Wczoraj uczestniczyłam jako gość w posiedzenu zarządu Stowarzyszenia Seniorów naszej wsi. 

Jestem zbudowana troską o starszych ludzi. Myślę, że wiele zależy od nas samych. Nie ma znieczulicy na los drugiego człowieka. Jasne, że są różni ludzie, ale tych nawiedzonych systematycznie edukują inni z właściwym podejściem do spraw najważniejszych w życiu tej niewielkiej społeczności.

Dzisiaj piątek po południu jest najlepszym czasem, bo zaczyna się weekend na łonie natury na wsi, o którą wspólnie się troszczymy, by żyło się lepiej: spokojniej i wygodniej.

Chyba pokochałam tę wieś, ich ludzi i ten specyficzny klimat, który tworzą.

Pozdrawiam wszystkich tych, którzy uczą się żyć na wsi po opuszczeniu wielkiego miasta.

Komentarzy: 0
Kręgosłup to jak fundament.

Choroby kregosłupa podobno zalicza się już do chorób cywilizacyjnych.  Dzisiaj dopada już moje dzieci i wszystkich po kolei, aż do staruszków. No  dopadło i mnie. 

Dwa lata odpuściłam gimnastykę w wiejskiej sali, a to tempo nie takie, a to ćwiczenia nie wszystkie można wykonywać, a pojeżdżę rowerem w to miejsce, a to kijki wymyśliłam sobie, a to w domu poćwiczę swój zestaw.

Wszystko to tylko mobilizacja, gorzej z realizacją. Brak czasu, lenistwo biorą górę. I tak dwa lata wycofałam się z czynności, które okazuje sie dzisiaj były ratunkiem dla mojego zdruzgotanego kręgosłupa.

Najgorszy to ucisk nerwu, który paraliżuje nogę i męczy od trzech miesięcy. Kilka serii leków, zastrzyków, nastawień i nic.  Jedynym ratunkiem to rehabilitacja. A rehabilitacji nie otrzymam wcześniej jak za pół roku.  Potrzebujesz pomocy i nikogo to nie wzrusza. Przecież to normalne, że się czeka. Lekarz nawet nie kieruje, bo rehabilitacja potrzebna od zaraz nie za pół roku. Koło się zamyka i pozostaję w niemocy. Brak fachowej informacji jak ćwiczyć by sobie pomóc.

Ćwiczę więc jak potrafię, kilka  razy dziennie. Ćwiczenia zestawiłam w oparciu o podpowiedź lekarza i pomoc zaczerpniętą z internetu. Ćwiczę jak opętana, licząc na ustąpienie ucisku.

Siedząc szukam pozycji, przy której ból w nodze odpuszcza choć na chwilę. Koszmar. Ale walczę, wzmacniam mieśnia przy kręgosłupie na tyle, by przy wysiłku wspomagały kręgosłup i nie pozwalały na wypadanie dysków.

Namawiam wszystkich -  dbajmy o nasz kręgosłup wcześniej niż jest już w stanie do naprawy. Zadbany kręgosłup to jak dobry fundament w zbudowanym domu. Podstawa to codzienne ćwiczenia rano i wieczorem chociaż po 15 min. Kontrolujmy się przy siedzeniu, prawidłowym spaniu. Oszczędzajmy ten ważny element naszego ciała.

A skutki zaniedbań są bardzo niebezpieczne. Teraz uświadomiłam sobie jak bardzo.

Ps. Dobrze, że piątek i przez wolny czas oddam się intensywnym ćwiczeniom. Jaszcze trochę, dam radę.

Komentarzy: 3
Trudne wybory

 

Obejrzałam się za siebie w przeszłość i tak sobie pomyślałam – jak bardzo nasze życie zależy  właściwych wyborów. Szczególnie tych, które dokonujemy na całe życie.

Kiedy przekonywałam rodziców, że to ten jedyny, nie sądziłam jednak jak ta decyzja zaważy na moim życiu.

Przez cały ten okres wspólnego życia walczyłam z jego nałogiem, aż nastąpił moment podjęcia następnej życiowej decyzji.

 Decyzji o rozstaniu.

Myślę, że to była najsłuszniejsza decyzja mojego życia mimo, że opłacona tak trudnymi momentami dla wszystkich stron; nas dwojga, naszych dzieci i rodziny.

Jak pomyślę, że gdyby nie to rozstanie nigdy nie doświadczyłabym  jak wygląda normalne życie – w zgodzie, miłości, wzajemnym szacunku.

Niby tak niewiele, dla niektórych zdawałoby się normalność. Dla kogoś, kto przeszedł koszmar codziennego dnia to dar od losu. Codzienne podziękowanie za każdą wspólną chwilę.

Jak miłe uczucie, gdy rzeczy niemożliwe stają się możliwe. Życie staje się pasmem spełnianych marzeń, tak jakbym przeniosła się do Edenu.

Sądzę, że każdemu los jest zapisany. Ale czasem losowi warto pomóc, zawalczyć o siebie.Nie poddawać się.

 Nie wiedziałam na ile decyzja o rozstaniu skomplikuje i tak trudne życie.

Nie chciałabym przechodzić tego po raz drugi. Ale mimo tego – warto było.

Szczęśliwi Ci, którzy dokonują właściwych wyborów. Trochę im zazdroszczę, jak pomyślę ile musiałam przejść, by żyć jak inni od pierwszych chwil wspólnego życia.

No cóż -  samo życie.

Komentarzy: 2
Szybujące majteczki

 

Weszłam wczoraj do sklepu z butami i tak oglądając ostatnie kolekcje usłyszałam od ekspedientki – Proszę pani przepraszam, ale czy tę jedną nogawkę to tak celowo pani zawinęła, czy ta druga to opadła.

Jeszcze raz przepraszała, że czy powinna, a bo ludzie są tacy, że nawet jak u innych zauważą to nie powiedzą, a człowiek tak paraduje narażając się na śmieszność.

Spojrzałam po sobie i rzeczywiście wkładając kozaczek niedokładnie obciągnęłam nogawkę.

Podziękowałam uprzejmie i poprawiłam swój wygląd. Zaraz przypomniał mi się przypadek jaki przed laty miałam okazję zaobserwować na ulicy.

I mówię do pani – Wie pani nogawka to nic, ale kiedyś przed laty idąc główną ulicą naszego miasta – w upalny dzień szła przede mną bardzo elegancka kobieta. Obserwowałam ją jakoś bezwiednie  i naraz widzę jak po jej nogach zsuwają się różowe majteczki. Kobieta naraz poczuła co się dzieje, gdyż nie mogła dać dalszego kroku. Oniemiałam - o Matko sobie myślę – pękła jej gumka w mateczkach. Szczęście, że sukienka nie miała długości zbyt krótkiej, a tylko lekko powiewała. I co widzę: pani wyciągnęła sprytnie jedną nogę z nogawki, drugą z majteczkami lekko zakręciła  i majteczki poszybowały na pobocze chodnika.

Wyprostowana, nie oglądając się na nikogo poszła dalej jakby ją to zdarzenie  nie dotyczyło. Tak mnie to rośmieszyło i zaskoczyłozarazem , że mimo, iż sytuacja mnie rozśmieszyła nawet się nie zaśmiałam. Zastanawiałam się nad pomysłowością kobiety i przeszłam do porządku dziennego uznając, że faktycznie nic się nie stało.

Pewno zajdzie do najbliższego sklepu - myślałam i znajdzie sposobność, by ubrać brakujące odzienie, a majteczki pozostawione na chodniku, a kto powie, że to jej - tyle ludzi przechodzi… Pani wysłuchała i mówi – widzi pani gdyby nie ta nogawka nie wiem czy miałabym okazję tak się serdecznie uśmiać.   Tak, tak mówię śmiech to zdrowie, a i cieplej trochę.

Nieprawdaż?

Komentarzy: 4
Wciąż zdaję życiowy egzamin- jak być dobrą babcią

 

Jadąc dzisiaj jak co dzień do pracy układałam sobie w myślach nowy dzień. Jak tak dumałam, nagle usłyszałam w radiu – kochane babcie dzisiaj wasze święto.

Racja przecież powinnam czuć się dzisiaj odświętnie. Dzisiaj i moje święto. Wprawdzie do roli babci zdążyłam się już przyzwyczaić. Jestem nią od siedemnastu lat prawie. Za rok wejdę w dorosłość.

Jak tak słuchałam z czym to kojarzy się nam babcia to stwierdziłam, że egzaminu na babcię to chyba bym nie zaliczyła.

Babcia to ciepły spokojny dom,

ogromne serce dla wnuków,

niespotykana wyrozumiałość i cierpliwość,

babcia to ta co zrobi ciepłe skarpety, wyhaftuje chusteczkę do nosa,

a przede wszystkim ma dużo czasu.

Chyba jestem nietypową babcią.

Czas mam tylko w weekendy

Dziergam od czasu do czasu i niekoniecznie skarpety dla wnuczek

W domu trudno o spokój, gdy wpadam po pracy i ze wszystkim chcę zdążyć

Z wyrozumiałością tak różnie –

A nad cierpliwością ciągle pracuję.

Nie wybaczam głupoty, lenistwa, kłamstwa, arogancji.

Ale za to wiem jak rozwiązać problem,

Wiem jak upiec ulubione ciasto,

Zawsze służę radą jeśli tej rady potrzebują,

Bez słów rozpoznaję, że coś na sercu ciąży,

Czuję, że kierunek obrany nie prowadzi do celu

Przestrzegam przed tym przed czym mogę uchronić

Myślę o nich w każdej minucie,

Martwię się o ich przyszłość bardziej niż o swoją,

Niecierpliwię się, jeśli coś zaniedbują,

Uczę ich jak postępować, by nie dać się złu i nikogo nie krzywdzić,

Motywuję do samodyscypliny, by ich świat na odległość ręki był poukładany.

Ja moje wnuczki po prostu kocham bezgranicznie.

Ale cieszę się, że coraz częściej słyszę od nich babciu ja cię naprawdę kocham.

To taki balsam na moje serce. Zapominam o ich potknięciach, przecież człowiek to nie istota idealna – popełnia błędy i cieszę gdy mówią – wiesz babciu miałaś rację.

Ale to nie o tę rację przecież chodzi tylko o ich dobro, a jeśli mogłam pomóc…….

Zdarza się też, że słyszę babciu, ale ty nie rozumiesz dzisiaj jest inny świat – młodzież zupełne inaczej żyje, myśli, czuje.

Odpowiadam – niezależnie od wieku ludzie powinni żyć tak, by mogli sobie uczciwie powiedzieć – jestem dobrym człowiekiem.

I tego pragnę najbardziej – by wyrosły na dobrych, zaradnych życiowo ludzi w tym nowym, zawirowanym świecie.

Komentarzy: 5
A ja sobie pokibicuję.

Ale mnie zakręciło. Poświecić tyle ważnych rzeczy, które wypadałoby załatwić, a mnie goni na mecz.

Pewnego dnia mąż pół zartem zapytał mnie - słuchaj będę kupował karnet na koszykówkę dziewcząt AZS PWSZ , może pokibicujesz  ze mną. Trochę nie mogłam mu wybaczyć, że nie zorganizował mi wcześniej wejściówki na mecze Stali i pomyślałam - a co mi tam - jakżesz zabłysnę jak powiem tak. Wprawdzie nie bardzo wierzyłam w swoją systematyczność, ale dobrze, niech tam - udowodnię mu, że nie organizując mi wejściówki na żużel nie docenił moich chęci (sądził, że żużel mnie nie zainteresuje, zresztą w niedzielę).

No i padło moje tak - będę chodzić na mecze. Trochę sobie pożartował ze mnie przy kilku okazjach przy naszych znajomych, ale niech mu będzie -sobie myślę, poczekaj.

No i  poszłam na pierwszy mecz. Dziewczyny tak fantastycznie grały, że od tego pamiętnego meczu nie opuściłam żadnego.

Kibicuję z takim entuzjazmem, że mąż  żartuje - przesadzę cię do ostatniego rzędu, bo ja ogłuchnę. Wpadam w taki trans podczas oglądania meczu, że nie słyszę siebie, nie wiem co wkoło się dzieje - tak śledzę każde podanie i oczywiście dopinguję - kryj, podaj i takie tam rzeczy. Mąż co chwilę mnie ucisza, daj spokój one wiedzą co robią.  Siedzimy pod koszem i każdą akcję rzeczywiście można przeżywać razem z koszykarkami.

Dzisiaj kolejny mecz - wprawdzie pożegnalny w Eurolidze - ale wierzę, że pożegnają się z klasą.  Euroliga je przerosła, ale w przyszłym sezonie będą mądrzejsze. Bardzo przeżywały pierwsze występy za granicą, to je paraliżowało na tyle, że wygrały tylko kilka meczy.

A ja rzucam inne obowiązki popołudniowe i wiernie im pokibicuję.

Mam tyle decyzji do podjęcia w związku z remontem mieszkania. A jaki kolor w sypialni , a podłoga jaka, a plytki...... Nie chcę myśleć o tym. To jak tegoroczną grypę - musimy przejść.

Komentarzy: 3
Zakodowana Polka

 

 Hasło, PIN, PUK, PIN, hasło, longin- tak w koło -  jeszcze trochę a zginę.

Komórka się rozładowała – podaj pin,

zablokujesz pin – podaj puk,

chcę zrobić przelew - podaj longin i hasło, a jeszcze do tego do czterech banków – biorąc pod uwagę prywatne i służbowe,

 założyli Internet  w domu – żeby skorzystać z dostępu na telefonie podaj hasło w ustawieniach,

chcę przeczytać Gazetę Prawną – podaj longin i hasło,

chcę postudiować zmiany w podatkach – podaj longin i hasło,

chcę sporządzić sprawozdanie  GUS – podaj longin i hasło,

chcę sprawdzić pocztę na wp – podaj longin i hasło,

chcę sprawdzić zużycie impulsów telefonicznych – podaj longin i hasło,

chcę wysłać deklaracje ZUS – podaj longin i hasło do Płatnika ,

zrobiłam certyfikat do podpisu elektronicznego - podaj longin i hasło,

wejście do komputera – podaj hasło,

wejście do systemu księgowego, kadrowego, sprzedażowego, ewidencji majątku – wszędzie longin i hasło,

nawet wejście na IWOMEN – podaj longin i hasło. Może jeszcze coś pominęłam , a co tam.

A nie daj Boże zakoduje mi się pamięć – to dopiero tragedia. Może czasem uratować PUK.

 Najczęściej wkracza wszechwiedzący informatyk, ale nie zawsze ma moc pokonania trudności.

Czasem wymieniają kartę, czasem szukam innych sposobów, a czasem mnie olśni i wracają ważne zlepki liter i cyfr tak ważne w tym właśnie momencie.

 Tak się męczyłam, aż wpadłam na genialny  pomysł – założyłam cudowny notes z wykazem longinów, haseł i tych wszystkich mądrości naszego zakodowanego życia. Strzegę go jak własnego oka.

Od  tego czasu jakoś funkcjonuję. Przynajmniej nie sprawiam sobie i innym kłopotu z powodu głupich literek czy cyfr.

Jak mnie to zdenerwuje – powtarzam sobie – jest ok, pamięć mam wspaniałą, wszystko zapisane na dysku papierowym, mam przy sobie, jest ok.

 Tak sobie wmawiam, by w to uwierzyć.

Przecież   dzisiaj wiedza, doświadczenie bez tej techniki to ułomność.

I tak na każdym kroku – czego się dotknę zakodowane – podaj longin i hasło - no teraz już pamiętam,

 Tak naprawdę to mnie też zakodowali w PESEL i NIP.

   Jak umrę  - na nagrobku ku mojemu zdziwieniu przeczytam Tu spoczywa TS  nr xxxxxxxxx PESEL xxxxxxxx NIP xxxxxx.

  No to dobranoc – jutro się odkoduję.

Komentarzy: 5
Księgowa w nowej epoce

          Często łapię się na zwrocie, który przytaczam w rozmowach - "kobieta w moim wieku"... Kochani kobieta w moim wieku to już kawałek historii. Tyle się po drodze nadziało.

          W moim gabinecie zatrzymałam dowody na to, jaki przewrót dokonał się w technice pracy poczciwego ksiegowego.

         Kiedy pojawiłam się po raz pierwszy w biurze pokazano mi jak należy poslugiwać sie liczydłem. Nawet to opanowałam, ale pani licząca na tym urządzeniu od lat wprawiała mnie w zachwyt. Tak szybko to napewno nigdy mi się nie uda - myślałam. Ale uwielbiałam ten rytmiczny stukot drewnianych kulek.

            Następnym wynalazkiem był tzw. kręciołek czyli arytmometr. Ustawiałam metalowe dźwignie i kręciłam. Byłamt trochę szczęśliwsza.

To znak, że będzie szybciej. Nie czekałam długo i pojawiła się maszyna licząca z klawiaturą, tzw. sumator. Ekstra, ale przy dziesięciu osobach w pokoju obłęd. Stały stukot tkwił w uszach głęboko. Ale to już krok do przodu.

         Następnym wynalazkiem był kalkulator Elwro z zielonym podświetlonym wyświetlaczem, z klawiaturą, zresztą juz przypominał dzisiejsze popularne kalkulatory.

        Kiedy w latach osiemdziesiątych zdobywałam dalszą wiedzę tajemną, by lżej się żyło natknęłam się na opis budowy komputera. Dzisiaj wiem, że takie określenia jak procesor, dysk, monitor kompletnie z niczym mi się nie kojarzyły. Czysta abstrakcja. Egzamin zaliczyłam. Mimo ogromnego wysiłku nic z tego nie rozumiałam. Komputer na uczelni obejrzałam i na tym poprzestałam na jakieś dziesięć lat. 

         Dopiero w "94 roku mocno zaangażowana w szerzenie tej tajemnej wiedzy koleżanka powiedziała - wiesz coś niesamowitego, ile można zyskać wprowadzając technikę do naszego zawodu.

         No i wzięło mnie. Przekonałam Dyrektora, po tym jak wrócił z kraju i przypadkiem pokazano mu na czym to polega. Tak się zaczęła przygoda z komputerem, bez którego nie wyobrażam sobie życia. To moje narzędzie

pracy.  Jak słyszę, że ktoś prowadzi ręczną księgowość to dopiero się dziwię. Najciekawsze, że są to osoby w moim wieku, które zatrzymały się w innej epoce. A szkoda, nie wiedzą ile stracili.

         Na koniec powiem tak - sięgając pamięcią w te trochę już odległe czasy mam świadomość, że ciekawie było to wszystko przeżyć, ale zdecydowanie wolę czas dzisiejszy.

 

 

 

Komentarzy: 5
Ponownie - nowe wyzwanie

 

Nowe wyzwanie. To tytuł mojego pierwszego blogu – bez treści. Niech tak zostanie. To dowód na to, że kobiecie w wieku emerytalnym nie jest łatwo poruszać się po Internecie.

Trochę się namęczyłam, ale dzisiaj już wiem jak to zrobić. Uff, aż mi lżej. Następny będzie z treścią, mam nadzieję ciekawą na tyle, że ktoś zechce to przeczytać. Przez lata słyszałam, że mam polot do pisania, a ja mówiłam, że brak czasu.

 Liczyłam, że jak pójdę na zasłużoną emeryturę zapomnę o zawodzie i oddam się przyjemnościom. Będę pisać, fotografować, filmować, szyć według swoich projektów, pielęgnować swoje ogrody i trochę jeszcze, zresztą nie pamiętam co tam jeszcze było w marzeniach.

Przeszłam na emeryturę i dalej nie mam czasu. Ekonomia pochłonęła mnie do reszty. Służę dalej swoim doświadczeniem i chyba  nieźle mi to idzie skoro nie usłyszałam – dziękujemy pani, proszę sobie odpocząć, na pani miejsce czekają równie dobrzy tylko, że młodzi.

Nie dałam za wygraną – sprawiłam sobie aparat, kamerę i maszynę do szycia. Udowodniłam mężowi, że potrafię nauczyć się fotografować, filmować - na własne potrzeby, ale robię to. Szyję według swoich projektów od lat, uczę się stylizacji w ramach swojej szafy, analizuję trendy w modzie na swój użytek, pielęgnuję swoje ogrody   tak sobie myślę, że marzenie o pisaniu spełnię pisząc tutaj.

 Nie wiem tylko z jakim skutkiem. Czy wystarczy czasu i czy będą na tyle interesujące, że ktoś się nad tym pochyli i przeczyta.

Komentarzy: 5

NAJNOWSZE WPISY

NAJNOWSZE KOMENTARZE

O MNIE

teresaszawiel

Jestem ekonomistą - to mój zawód i hobby zarazem. Kocham ludzi. Gdybym mogła obdzieliłabym wszystkim co posiadam potrzebujacyh takiej pomocy. Słucham ludzi, staram się im pomagać ale nie toreluję trzech rzeczy: chamstwa, kłamstwa i głupoty. Tak już mam i kropka.

Mój profil w iWoman.pl

KATEGORIE

ARCHIWUM