Od dziesięciu lat mieszkam na wsi, wprawdzie na granicy z dużym miastem, ale na wsi.
Nigdy nie brakowało mi miejskiego klimatu. Codziennie w nim tkwiłam i tkwię przez pięć dni kazdego tygodnia przez 8 godzin dziennie.
Ale wieś ma swój specyficzny klimat. Ludzie żyją tu inaczej.
Od niedzieli do niedzieli, kiedy to pod kościołem pół godziny wcześniej wymieniają wszystkie wiadomości, a kto chory, a jak żniwa, a kto ma jakieś kłopoty, a jak pomóc komuś, kto tej pomocy potrzebuje.
Dziwiło mnie to zawsze, ale dzisiaj zrozumiałam, że to najlepszy sposób na kontakty międzyludzkie w tej społeczności. W mieście nie wiedziałam dobrze kto mnieszka w bloku, czasem w klatce, byłam prawie anonimowa.
Tutaj tak się nie da. Początkowo zachłysnęłam się świeżym mlekiem od jedynej krowy w okolicy, dzisiaj już wolę mleko z wydłużonym terminem ważności, bo nie martwię się co z nim zrobić jak nie zużyłam, a następna porcja czeka na płocie w specjalnie zawieszonej skrzyneczce.
Wieś z takiej bardzo zamkniętej poprzez napływ innych ludzi, którzy szukajac działek w pobliżu miasta wybudowali się - przeobraziła sie w wieś bardziej nowoczesną.
Ludzie napływowi to najczęściej ludzie biznesu, których stać było na budowę domu. I oni właśnie pokazywali delikatnie wchodząc w życie tej wsi jak wygląda normalność.
Zorganzowali wspólnie remont zabytkowej świątyni, remont świetlicy wiejskiej, zadbali o wypełnienie czasu ludzi starszych i młodych.
Świetlica to miejsce, gdzie trzy razy w tygodniu młode kobiety i nieco starsze ćwiczą areobik. Starsze panie wyrwane z domowych zajęć chodzą z kijkami.
Gmina przy pomocy środków własnych i z unii zafundowała nam piękną ulicę z normalnymi chodnikami i trasą rowerową.
No właśnie. Ludzie wsiadają na rowery i przemierzają kilometry. I o to chodzi - ma być normalnie.
Wczoraj uczestniczyłam jako gość w posiedzenu zarządu Stowarzyszenia Seniorów naszej wsi.
Jestem zbudowana troską o starszych ludzi. Myślę, że wiele zależy od nas samych. Nie ma znieczulicy na los drugiego człowieka. Jasne, że są różni ludzie, ale tych nawiedzonych systematycznie edukują inni z właściwym podejściem do spraw najważniejszych w życiu tej niewielkiej społeczności.
Dzisiaj piątek po południu jest najlepszym czasem, bo zaczyna się weekend na łonie natury na wsi, o którą wspólnie się troszczymy, by żyło się lepiej: spokojniej i wygodniej.
Chyba pokochałam tę wieś, ich ludzi i ten specyficzny klimat, który tworzą.
Pozdrawiam wszystkich tych, którzy uczą się żyć na wsi po opuszczeniu wielkiego miasta.
